W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Szczegółowe informacje znajdują się w POLITYCE PRYWATNOŚCI I WYKORZYSTYWANIA PLIKÓW COOKIES. X

Nasi podopieczni


Maksymilian Kociolek

Procent uzbieranej kwoty
Maksymilian Kociolek
Kilka słów o podopiecznym
Maksymilian urodził się 03.08.2011 roku. To cudowny chłopczyk, zamknięty w niewidocznej klatce swojej choroby. Diagnoza została postawiona dopiero gdy miał 2 i pół roczku. Teraz rodzice walczą by nadrobić stracony czas.

Maksymilian został zdiagnozowany jako dziecko autystyczne. Prócz tego ma zaburzoną motorykę jelit. W związku z tym, musi być również na specjalnie dostosowanej diecie.

Celem prowadzonej zbiórki dla Maksa, jest zgromadzenie środków niezbędnych do opłacenia rehabilitacji, leczenia oraz przystosowanej diety. Rodzice chłopca marzą, aby wyjechać do Stanów Zjednoczonych na specjalistyczny kurs szkoleniowy, dotyczący wychowania i pracy z dziećmi autystycznymi.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wpłat można dokonywać klikając przycisk "pomagam" (Przelewy24) lub bezpośrednio na konto:

63 1140 2004 0000 3302 7549 9161 (mBank)
IBAN: PL 63 1140 2004 0000 3302 7549 9161 (przelewy zagraniczne)

wpisując w tytule przelewu: "pomagam Maksowi K."

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Mam na imię Agnieszka i jestem mamą wspaniałego 7 latka - Maksymiliana Kociołka.
Maksiu urodził się 3.08.2011 roku. Poród był bardzo dziwny ze względu na to, że nie znałam języka. Osiedliliśmy się w Anglii, to w sumie były nasze początki. Maks urodził się przez cesarskie cięcie. Był naszym idealnym synkiem. Wpatrzeni byliśmy w niego, jak w obrazek. Był cudownym, ślicznym bobasem. Od niemowlaka miał straszne kolki. Jego twarz była bardzo czerwona, aż różowa, cała w krostach. Lekarze w Anglii twierdzili, że to normalne. A problem nie znikał, tylko się pogarszał.

Obserwowałam go i widziałam że coś jest nie tak. Zaczął normalne jedzenie, a problemy dalej były. Do tego początkowo było gaworzenie, powtarzanie a potem zanikło. Wykonywał mnóstwo ruchów. Nawet mój tata to zauważył, bo ja początkowo myślałam, że to normalne. Dopiero po czasie poskładałam wszystkie fakty. Gdy miał 1,5 roku pojechaliśmy do Polski. Spotkałam się z psychologiem, który obserwował Maksia. Nic nie stwierdził. Wróciłam do Anglii, dalej drążyliśmy temat. Widzieliśmy że coś jest nie tak. Dostaliśmy się w końcu do pediatry, tu w Anglii. Pan doktor powiedział, że poczekajmy pół roku może mu się polepszy. Tak się nie stało Aż 8 miesięcy czekaliśmy na diagnozę. Powiedzieli mi wtedy tą straszną wiadomość: AUTYZM. Boże, to było okropne przeżycie. Wypierałam to, że nasz idealny syn może mieć autyzm. Nie wiedziałam nic o tej chorobie. Dostałam stertę papierów, w których było opisane co to jest autyzm. Ale tak naprawdę nikt do końca mi nie pomógł...
Pomoc dostaliśmy tylko, gdy Maksymilian miał iść do szkoły specjalnej. Maksiu wtedy miał psychologa, logopedę i całą resztę. Po wizycie końcowej u pediatry, który tak naprawdę tu był na pierwszym planie i wszystko zatwierdzał, powiedział mi, że nie musimy się więcej widzieć. Resztę załatwi teraz szkoła. Pamiętam te słowa. Bardzo ciężko się dostać tu w ogóle do specjalisty. Przez długi czas próbowałam się przebić do kogoś, kto ma jakieś pojęcie o autyzmie i pomoże nam. Nic!...

GP w Anglii to lekarze pierwszego kontaktu. Przez nich przejść dalej to jest mistrzostwo świata. Żaden z GP nie widział problemu, a bóle brzuszka trwały. Nawet badań nie zrobili. Robiłam wszystko prywatnie.
Wzięłam wszystko w swoje ręce. Zrobiłam badania, krwi, moczu, kału, a nawet włosa. Byle by pomóc mu w jego cierpieniach. Od 1,5 roku Maksiu jest na specjalnej diecie, która mu bardzo pomogła.
Maksiu ma stwierdzone zaburzenie motoryki jelit. Pod odpowiednią opieką dochodzi do zdrowia fizycznego. Choć wiem, że jeszcze długa droga przed nami, widzę światełko w tunelu. Czekamy teraz na konsultacje u specjalisty w Warszawie. Jest to klinika, która zajmuje się autyzmem. Doktor zleciła wpierw zestaw badań. Były bardzo drogie.
Maksiu dla nas jest najważniejszy i chcemy, by wrócił do naszego świata. My jako rodzice zrobimy dla niego wszystko. Staliśmy się terapeutami naszego syna.
Po ciężkim czasie jaki przeszliśmy to było to!!! Terapie behawioralne nie przynosiły nam żadnego rezultatu. Maksiu uciekał do tego swojego świata. Nie chciał współpracować. Metodą prób i błędów po przeczytaniu książki o autyzmie, zaczęliśmy po prostu bawić się z Maksiem. Książkę napisał autystyk, który jako pierwszy w historii wyszedł z autyzmu. Powiedzieliśmy sobie to jest możliwe!!! On też był w ciężkim autyzmie, jak nasz Maksiu. A na dodatek pomaga teraz takim rodzicom jak my. Skontaktowaliśmy się z Polką, która jest wolontariuszką tu w Anglii. Przyjechała do nas do domu, opowiedziała nam o tej terapii bliżej. Pokazała nam trochę jak możemy zachęcić Maksia do zabawy. Jak możemy zbudować most Maksiowi do naszego świata i pomóc mu przejść przez niego. Spytaliśmy gdzie możemy znaleźć takich terapeutów. Wolontariuszka powiedziała: "to wy jesteście najlepszymi terapeutami swojego dziecka. To wy go znacie najlepiej i otaczacie bezgraniczną miłością". "Ale jak ja.... zostać terapeutą?" - zastanawiałam się... "przecież nie mam o tym pojęcia!". Opowiedziała nam o kursach szkoleniowych w Stanach Zjednoczonych. Zrobiliśmy wszystko, by zebrać potrzebne nam pieniądze. Na kurs, tłumacza, bilety, wizę. Dostaliśmy zniżkę na kurs aż 750 dolarów. Udało nam się nam pojechać Do Institut Option Son Rise program in America. Ukończyliśmy kurs Start Up. To był za wspaniały kurs. Przyjechaliśmy po nim do domu przepełnieni energią do działania. Zmieliliśmy pokój Maksia na taki, jak San Rice mówi. Bardziej terapeutyczny, bez bodźców. Półka, parę zabawek na niej, piłki, zasłonięte okno, by go nie rozpraszało nic z zewnątrz, stolik, trampolina i ja. Żadnych grających zabawek tylko proste zabawki. A najlepszą zabawką byłam ja - łapiąca z nim kontakt wzrokowy przez zabawę. Sprawia nam to ogromną przyjemność, gdy widzimy jak jemu sprawia przyjemność ta zabawa. Choć wiem, idzie powoli ale po prawie roku nasz syn zaczął wymawiać słowa. Może są one niewyraźne ale są i to jest najpiękniejsze.

W dalszym ciągu mamy jeszcze duże braki w naszej wiedzy. Chcielibyśmy jechać na następny kurs Maximum Impact, aby móc wspierać Maksymiliana. Zbieraliśmy na niego cały rok, ale nie udało nam się, bo zawsze były po drodze Maksia badania, lekarze. To było ważniejsze. Wszystkie oszczędności wydajemy na terapie i lekarzy Maksia.
Wierzymy jednak, że nam się uda! Będziemy bardzo wdzięczni, jeśli zechcecie nam pomóc. To dla nas bardzo ważne.


Partnerzy